Wnętrza przyjazne rodzinie

23.11.16


Gdy ponad 7 lat temu urządzaliśmy nasze nowe, pachnące świeżością mieszkanie, nie byliśmy świadomi tego, jak szybko jego wygląd ulegnie zmianie. Sam proces projektowania (jeśli tak można nazwać nieporadne szkice na kartce, przeglądanie tony magazynów, internetu i katalogów) naszego pierwszego własnego M2 zaczęliśmy już na etapie budowy bloku. Każde z nas miało w głowie mniej lub bardziej dopracowaną wizję wystroju apartamentu, którą po wielu godzinach rozmów i negocjacji zaczęliśmy realizować z pomocą rodzinnych "złotych rączek".

Nasze poszukiwanie własnego stylu zaowocowało dość śmiałym jak na tamte lata projektem, który nie przypadł do gustu ani naszym otoczonym boazerią rodzicom, ani wygłaszającym nowoczesne poglądy znajomym, dla których szczytem gustu i luksusu były meble w kolorze wenge, żółte ściany i wielki, 40-calowy telewizor. Nas design końcówki lat 2000 w ogóle nie kręcił. Ja i mój małżonek mieliśmy zupełnie inne pomysły. 

Początkowo stawialiśmy na trzy materiały: szkło, skóra i metal, które miały dumnie prezentować się na tle śnieżnobiałych (niezmywalnych, haha), odbijających światło ścian. Szklany stół z chromowanymi nogami, białe, błyszczące meble modułowe z przeszkleniami, ogromne okna, biała, skórzana sofa i chybotliwe hokery... Do tego nowoczesny, minimalistyczny w formie żyrandol z przezroczystym, szklanym kloszem i przeróżne dodatki sprawiały, że mieszkanie wyglądało świeżo i nowocześnie. 

Nasz włoski żyrandol. Jego szklany klosz spadł na podłogę poruszony niewielkim podmuchem wiatru. Kid-friendly? Nie!


Nie mogliśmy uwierzyć, że sami, bez pomocy architekta, tak ciekawie zaaranżowaliśmy te 52 metry kwadratowe. Jeszcze bardziej niewiarygodne było to, jak bardzo narodziny naszego starszego syna i to, że staliśmy się 100% rodziną, zmieni nasze podejście do wystroju i aranżacji wnętrz. Od tamtej chwili nasz dom miał nie tylko dobrze się prezentować, ale być przede wszystkim przyjazny dzieciom i rodzinie, co nie miało miejsca tuż po przeprowadzce.






Czym jest zatem wnętrze przyjazne dzieciom i rodzinie? Odpowiedź jest dość prosta. To nic innego niż pomieszczenie, w którym z przyjemnością i przede wszystkim bezpiecznie, mogą przebywać wszyscy członkowie rodziny — od niemowląt aż po seniorów. To miejsce, gdzie możemy wygodnie usiąść nie martwiąc się o to, że poplamimy tapicerkę, gdzie dzieci mogą oddawać się zabawie bez strachu przed pomazaniem ścian, zabrudzeniem podłóg czy ściągnięciem na siebie jakiś ciężkich przedmiotów lub zaplątaniem w okienne woale czy linki od żaluzji.





Dom, który jest family-friendly, jest poprawiającą nastrój i emanującą ciepłem ostoją, która mówi wszystkim, że tu mieszka kochająca się "drużyna", która jest dumna ze swoich osiągnięć, akceptuje swoje wady i zalety i przede wszystkim lubi spędzać ze sobą czas. Jest to miejsce, w którym członkowie rodziny nie zamykają się we własnych pokojach i nie unikają towarzystwa innych domowników z obawy przed zabrudzeniem designerskiej sofy, rozrzuceniem zabawek w salonie czy zrobieniem bałaganu w kuchni. Nie jest to też muzeum czy złota klatka, która pięknie wygląda, ale wieje chłodem i nie zachęca do przebywania w niej. Dom czy mieszkanie może pięknie się prezentować, może być modnie urządzony jednocześnie spełniając swe podstawowe funkcje społeczne i kulturowe.



W tej serii postów, które będą pojawiały się co tydzień, podzielę się z Wami moimi sprawdzonymi pomysłami i prostymi trikami, dzięki którym udowodnię, że można zjeść ciastko i mieć ciastko, czyli mieć atrakcyjnie zaaranżowane mieszkanie lub dom, które w tym samym czasie będzie bezpieczne, przytulne oraz wielofunkcyjne. A co najważniejsze, które jeszcze bardziej zacieśni Wasze rodzinne więzy i sprawi, że każdy domownik będzie z przyjemnością w nim przebywał i do niego wracał.



W kolejnym artykule skupię się na najważniejszym dla rodziny pokoju, czyli salonie. Dla mnie jest to centrum naszego rodzinnego wszechświata. W nim rozmawiamy, czytamy, wspólnie spożywamy posiłki, oglądamy telewizję, gramy w rodzinne gry, tworzymy przeróżne przedmioty, muzykujemy i śpimy. Tak, śpimy. Kupując mieszkanie nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, jak szybko nasza sypialnia zamieni się w pokój dziecięcy, z którego będziemy musieli się wyprowadzić do dużego pokoju Ot, realia typowej dzieciatej polskiej rodziny posiadającej dwupokojowe lokum. Stąd też konieczność jego przearanżowania w taki sposób, by mógł pełnić kilka ról jednocześnie.

Z chęcią przeczytam też o Waszych pomysłach na ciepłe, rodzinne gniazdko. Zapraszam do komentowania:)

Koniecznie przeczytaj

0 komentarze

Facebook

Napisz do mnie!

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *